Artykuły

Rodzic dziecka z trudnościami w jedzeniu

Zapraszam wszystkich do miejsca o pięknej nazwie: Czułość. 🙂

Moim zdaniem jest to jeden z podstawowych deficytów, którego doświadczają rodzice dzieci z trudnościami w jedzeniu i spróbuję Wam pokazać dlaczego. Z tego powodu chciałabym przybliżyć Wam postać rodzica takiego dziecka, pokazać jego perspektywę. Kto wie, może stanie się Wam nieco bliższy? 😊

Sądzę, że może Was zastanawiać, dlaczego uparcie powtarzam „dziecko z trudnościami w jedzeniu” zamiast „niejadek”? Szczerze mówiąc, zawsze to słowo wzbudzało we mnie tylko negatywne emocje, poza tym czuję, że zawiera w sobie ogromne kłamstwo, nie oddaje w sposób dobry zawiłości świata „niejedzenia”. W końcu niejadek to osoba, która z definicji nie je…! Jesteśmy jednak tak stworzeni, że bez jedzenia w dłuższej perspektywie czasu nasz organizm nie jest w stanie sobie poradzić. Intuicyjnie (i ewolucyjnie) wiedzą to również ciała naszych dzieci, które z różnych powodów boją się jeść, dlatego powstało rozwiązanie: czerpanie niezbędnej energii z listy swoich bezpiecznych produktów.

Zatem dzieci jedzą, tylko niekoniecznie w sposób, którego my-dorośli byśmy oczekiwali, który byśmy nazwali zdrowym lub różnorodnym. Niejednokrotnie właśnie tym słowem (niejadek) stygmatyzowane są dzieci i ich rodzice. Mam poczucie, że niestety ono działa jak kotwica i trzyma rodzinę głęboko zakopaną w trudności. Dlaczego? Ponieważ, gdy problem wybiórczości narasta, gdy nie jest właściwie zaopiekowany – krok po kroku zamyka rodziców w poczuciu bezradności, beznadziei, strachu o zdrowie ich dziecka, często także olbrzymiej samotności i poczuciu braku zrozumienia w najbliższym otoczeniu („wystarczy, że przegłodzisz, zobaczysz, jak szybko będą efekty”, „nie przesadzaj, wyrośnie z tego, też taka byłaś i zobacz jak wyrosłaś”, „nie przejmuj się, podasz suplementy diety i będzie ok”).

W naszej historii jako najtrudniejsze wspominam spojrzenia innych osób kierowane na talerz synka, obserwację jego posiłku i słuchanie „niezbędnych” komentarzy („a dlaczego on nie je sałaty, przecież to zdrowe, musi to jeść!”, „dlaczego mu pozwalasz wybrzydzać?”, „jak tak dalej pójdzie, to będzie chorował”, „dlaczego inne dzieci potrafią jeść, a on nie?”, „rozpieszczacie go, zepsujecie go” itp.). Jako dietetyk z wykształcenia dokładałam sobie katujące myśli o tym, jak moje dziecko źle je, a ja nie umiem tego zmienić. Dzisiaj cieszę się, że udało mi się to przepracować i jestem w innym miejscu.

Rodzice naprawdę chcą, by ich dzieci jadły. A dzieci naprawdę chcą jeść. Dlaczego czasem tak trudno rodzicom pomóc swoim dzieciom? Co ich blokuje w towarzyszeniu dzieciom?

Zobaczcie, co może się kryć w myślach rodziców, których dzieci boją się jeść. Oczywiście nie jest to lista skończona! Jestem przekonana, że proponowanych myśli może być tyle, ile jest rodzin z tym zmartwieniem. Starałam się zebrać najważniejsze myśli spośród tych, które kiedyś mnie nie opuszczały, a także tych, które pochodzą z historii innych znanych mi rodzin z trudnościami w karmieniu (DZIĘKUJĘ za zgodę na publikację 🙂 ).

Mam nadzieję, że udało mi się wzbudzić w Was Czułość wobec rodzin takich jak moja i że łatwiej będzie nam wszystkim nosić empatyczne okulary. Bo, oprócz właściwej pomocy, dokładnie tego szukamy w najbliższych (i dalszych) najbardziej. 😊

Możesz również polubić…